|
KLIKNIJ, JEŚLI NIE CHCESZ WIDZIEĆ REKLAM JUŻ NA ŻADNYM BLOGU! Powód
- Piotrek, dlaczego nosisz czapkę po domu? - Żeby mi było ciepło w stopy. Szpital na peryferiach Efekt kretyńskich zabaw z kotem: rozorane pazurem białko w oku.Efekt skakania podwójnych skoków: opuchnięte, fioletowe kolano. Nie chcecie wiedzieć, jak to wygląda u obojga. Oczywiście, mogłabym wypisać ich zarówno z posiadania zwierzęcia, jak i z uprawiania sportu. Tyle, że wtedy wypadało by drżeć o to, że potkną sie na prostej drodze i roztrzaskają czaszki. Liżą rany. Adaś nie chce słyszeć o odczepieniu się od sierściucha. Nikola nie dopuszcza wagarów od lodu. Zakład Piotrek pokazuje Adikowi kartkę zawieszoną na parapecie. Czasem, choć juz nie z taką determinacją jak przy Nikoli, bawimy się z nim w czytanie globalne. - Co to jest? Adaś zapomniał, więc potrzebna mu podpowiedź. - Pa... Marszczy czoło. - Para... I już wie: - Pala buch! Koła w luch! *** Wieczorem mościmy się na materacu. Akurat w przypływie uczuć małżeńskich mam chrapkę na pozycję środkowego, ale stwór zajmuje ją bez pytania. - O, nie, Adasiu. Ja tu. - Nie, ja tu - i rozwala się niczym rozgwiazda. - Ja! - próbuję negocjować. - Ja. Załoziś sie? - proponuje. Brązowa Plan wykonany w 100 %Najpierw ja zaliczyłam obsługę ważnej konferencji. Następnego dnia Nikola zaliczyła egzamin PZŁF na brązową klase łyżwiarską. Sześć części testu, w każdej dwie próby. Nie musiała powtarzać żadnej. Wiem od innych, bo ja przesiedziałam testy w szatni. W trosce o swoje przedsionki i komory wolałam poczytać komiksy o Witch, bo tylko to tam leżało ;)) Potem Sopot i piękne słońce na zamarzniętym molo. I w końcu ostatni dzień i szóste miejsce na zawodach. Pięknie pojechany program, choć tyłem do sędziów, bo oczywiście musiały jej się pomylić strony :))) Byłoby pewnie lepiej, gdyby widzieli jej usmiechy, a nie wypięty zadek :) Zwariowane towarzysko cztery dni. A tu obrazki: PODRÓŻ ![]() P0 PODRÓŻY ![]() ŚNIADANIE Z WIDOKIEM NA OLIVIĘ ![]() SOPOT ![]() Z MORZA ![]() MAMOOOO!!! JAKIE SOPLE! ![]() PTAKI ![]() COSIEK ![]() I BRATERSKA INTEGRACJA W WARSZAWIE
Promocja PKP Intercity. W składzie na trasie Warszawa-Gdynia matka podnosi głowę znad laptopa i zwraca się do córki, wykonującej świecę w poprzek na trzech siedzeniach.- Chcesz siku? Ta zaś na to: - A co, jest jakaś promocja? Kiedy po dwakroć upewniam się o braku potrzeb niższego rzędu u pannicy, pytam ją, skąd bierze takie cięte riposty. Tłumaczy, że zainspirował ją następujący dowcip przeczytany w gazetce: "Jasio prosi mamę, żeby kupiła mu małpkę. - Będziesz ja karmił? - pyta mama. - Kup mi taką z ZOO, ich nie wolno karmić - odpowiada Jaś." Potem gapimy się przez okno. W polu wyryta droga, samochód na przejeździe ledwo wystaje z zaspy. - Widziałaś, jaki śnieg? - zagaduję. - No! Chyba z rok nie odśnieżali - zapędza się, ale zanim jeszcze zdążę się załamać, zauważa: - Nie można rok nie odśnieżać. I ze wstydu włazi na półkę na bagaże. ![]() ...żeby za chwilę zeskoczyć z dzikim rechotem, stwierdzając: - Siku mi się chce. Dodam jeszcze, choć jak zaznaczyłam temat to mocno przyziemny - tak czystych toalet w pociągu w życiu swoim nie widziałam. Teraz, kiedy siedzi z książką, podśpiewujac "My name is Denis, I can play tennis", myślę sobie, jak to będzie - przez cztery dni ani razu nie wypowiedzieć zdania: "Adaś, zostaw kota!". Na szczęście długo się tym nie trapię, bo słyszę: - Jesteś śpiąca, jesteś zmęczona, zamykają ci się oczy... Podnoszę wzrok i widzę, jak osoba z naprzeciwka usiłuje zahipnotyzować mnie ołówkiem. To będzie długa podróż. Ups - Adasiu, chodź do mnie na chwilę!- Ale ja telaz biję Nianię! *** - Nikola, co tu jest napisane?! - Łużko. - Córeczko, co można zrobić do łóżka? - Siku? - OK. A jeszcze, co się robi na łóżku? - Skacze. - Niko! - Śpi. - A zanim zaśniesz, co musisz zrobić? - Założyć gacie. - A pomiędzy tymi dwiema czynnościami?! - Poczytać? - Dziecko, bo zaraz wybuchnę. Stoisz, a potem śpisz. Co zrobiłaś pomiędzy? - Usiadłam. - I...? - Położyłam się. - No!!! PO-ŁO-ŻY-ŁAŚ. Do łóżka, tak? Albo do łoża. Więc jak się pisze łóżko? - Ups. - No, ja myślę, że ups. *** - Synku, kto porozrzucał te piłki? - Ola. Pranie Stoję i wieszam rzeczy, a tego najwyraźniej pogięło. Co zawieszę, to mi ściąga. Chyba usiłuje się na tym pobujać i uważa, że i ja mam niezły ubaw. W końcu jego uwagę odwraca pasjonujący śmieć, który wymaga gonienia po całej łazience. Udaje mi się zatem umieścić całe pranie na suszarce i wynoszę ją na słońce pod okno. Stwór natychmiast siada pod spodem i zaczyna lizać zwisające części ręczników i doły rajstop. Ki czort? Przecież ma mleko w misce. Nienormalny.Tak w ogóle to ja nie znoszę kocurów. Nie kumają, co się do nich mówi, drapią dzieci, zamiast dzielnie znosić wbijanie w oko pompki do piłek, dłubanie palcem w anusie, deptanie po ogonie i kolizje z elektrycznym skuterkiem. Sikanie do donic na kwiaty i rozkopywanie w nich ziemi, a potem pozostawianie na podłodze śladów z błota będącego mieszaniną moczu i torfu to oczywiście szczyt kociego uroku. Obok niespieralnych plam na dywanie i sierści na pościeli. Nie lubię paskudztw, a mimo to wiecznie jakieś hoduję. Co się któregoś pozbędę i obiecuję sobie, że już nigdy przenigdy, złośliwa opatrzność zsyła mi kolejnego. I znowu trzeba kupować puszki, sterylizować, słuchać nocnych koncertów, wpuszczać i wypuszczać w porach, kiedy normalni ludzie głęboko śpią, i bez końca drapać jakieś czworonożne futro z żółtymi ślepiami. Wracając do prania, to je z kolei przedkładam ponad wszystkie domowe czynności. Największą zaletą rzeczonego jest fakt, że robi się samo. A potem można je wysuszyć, złożyć i odkładając suszarkę mieć poczucie, że od tej pory wszystko już będzie inaczej: czysto, pięknie i pachnąco. Podobnie jak wtedy, kiedy człowiek kładzie się w nowoobleczonej pościeli. Tylko, że nie mija kilka dni, a już pościel jest albo obsikana, bo panicz nie zdążył, albo wymalowana szminką, bo chciał się upodobnić do mamy, albo upstrzona plackami z kawy, bo kopnął mnie w kubek, zaś w łazience na szafce i pralce, tudzież na ziemi pod wanną (bo po co wkładać do kosza, służąca posegreguje) piętrzy się stos pozwijanych szmat, które wkrótce będą służyły jako instrumentarium do kolejnego katharsis. No bo następnym razem to już na pewno wszystko będzie porządnie, czysto, pachnąco i schludnie. Taaa. Właściwie, jak tak sobie porównuję, to prześladowca mojego kota niewiele różni się od swojej ofiary. Chyba dlatego tak dobrze się dogadują. Jak ktoś nie wie, gdzie sukać Adaśka, to z pewnością siedzi u szczytu schodów pod włazem na strych (tam, gdzie najcieplej w chacie) i dłubie w futrzaku. Tymczasem jednak jest z ojcem na spacerze. I kiedy tak sobie klepię, żeby tylko nie zająć się tym, czym powinam, kot wylazł spod prania i wskoczył na piętrowe łóżko. Ułożył się na poduszce mojej córki i przystąpił do czynności higienicznych. Nie muszę pisać, co sobie liże, prawda? Skaranie boskie, jak to mawiała gospodyni w Filemonie i Bonifacym... Muszę zakończyć zatem tę pasjonującą relację z frontu, żeby pokazać mu, gdzie jego miejsce. A potem jedną ręką postaram się sklecić coś dla pracodawcy. Druga przecież muszę mieć luźną – do drapania sierściucha mruczącego mi na kolanach. I bynajmniej nie mam tu na myśli Piotrka ;) Rany, jak mi się nie chce. A muszę. A taki, przykładowo, kot to tylko je i śpi. Nie ma sprawiedliwości na tym świecie. Dobra, już dobra. Kończę. A wiecie, że dziś o świcie pod siatką mojego ogródka w śniegu gmerały trzy wypasione sarny? Zrobiłam im nawet zdjęcie. Jak widać, nic na nim nie widać. ![]() Zapomniałam dopisać, że zawsze coś dziwnego udaje mi się uprać. A to gumki i spinki, a to kolczyki, szminkę (!), długopis, flamaster. Dzis uprałam pastę do zębów (oczywiście tę najdroższą, którą kupuje Nikośce, i oczywiście tubka odkręciła się, a zawartość posłużyła za wybielacz) i szpulkę nici. Cud - te się nie rozwinęły i nie splątały mi ciuchów wielokilometrowym węzłem. Wypijmy za to! :) |
mój e-mail: karo-d@wp.pl Zapisane... 2010 luty styczeń 2009 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty 2008 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec maj marzec luty styczeń 2007 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2006 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2005 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2004 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec moje szybkie przejścia
bey crazy-house fringilla frotka-w-ultraviolecie gabrołek idiomka jamama kot-wspaniały mamablues marmolejd-lajf matka-od-anioła natusia nikoletka skafander-i-hiena witkowisko zakładka Nauka w Polsce Pozytywy Bobomigi
Urodziłam życie. Wyszło krzycząc z moich wnętrzności
i żąda ode mnie ofiary z mojego życia jak bóstwo Azteków. Pochylam się nad małą kukiełką, patrzymy na siebie czworgiem oczu. - Nie zwyciężysz mnie - mówię. Nie będę jajkiem, które rozbijesz wybiegając na świat, kładką, po której przejdziesz do własnego życia. Będę się bronić. Pochylam się nad małą kukiełką, spostrzegam drobny ruch drobnego paluszka, który jeszcze tak niedawno był we mnie, w którym płynie pod cienką skórą moja własna krew. I oto zalewa mnie wysoka jasna fala pokory. Bezsilna, tonę. Czy to samą siebie tak wielbię w owocu swego ciała, czy oddaję się na ofiarę ludożerczemu bóstwu instynktu? Skądże wezmę siłę, by się oprzeć temu, co tak bardzo słabe? Potrzebna małej kukiełce jak powietrze, daję się bez oporu połknąć miłości, jak powietrze daję się połykać jej drobnym, chciwym życia płucom.
Odwiedzali nasgoście
|